Pedałowanie = zwiedzanie :)Widziałem już kilka zim w Petersburgu, ale chyba niczego się nie nauczyłem. No bo zaczynać pracę rowerowego kuriera w lutym? W dodatku, kiedy prognozy zapowiadają poważne mrozy? Ale słowo się rzekło - zewu ulicy nie można było dłużej ignorować, a w skrzynce pocztowej pojawił się mail z zaproszeniem na rozmowę do jednej z firm kurierskich. Czas na podsumowanie pierwszego tygodnia daleeeeeko poza strefą komfortu.

Zacznijmy od tego - w Petersburgu nie uświadczysz kurierskich firm rowerowych. Poważnie - w jednej z największych europejskich metropolii po prostu ich nie ma. Na rowerach jeżdżą pojedynczy kurierzy pracujący dla niektórych warsztatów elektronicznych i sklepów internetowych – to rzadkie rodzynki w miejskim zakalcu. W sensie: zobaczysz jakiegoś - pomyśl życzenie.

Rozmawiałem o tej sytuacji z ludźmi z rowerowych warsztatów, z ostrokołowcami przy okazji wyścigów. Wyszło, że kilka razy były próby założenia takich interesów, ale te inicjatywy szybko padały. Może winna jest zdradliwa, petersburska aura? Może fakt, że w Rosji ogólnie rower w świadomości ogółu to zabawka dla dzieci a nie poważna alternatywna dla miejskiego transportu, co przekłada się na brak zaufania dla takich rozwiązań? Ludzie nie są pewni. W Moskwie z powodzeniem działa kilka stricte rowerowych firm kurierskich. W Petersburgu - nie.
Obvodnyj Kanal i ekstremalny mróz -23 stopnie
Dowiedz się, czemu fajnie jest kurierzyć. Przeboje związane z poszukiwaniami pracy rowerowego kuriera w zeszłym roku znajdziesz we wpisie "Kurierka? No, nie wiem...".

Skoro w mieście nie ma ani jednej rowerowej firmy, przyszło mi szukać posady na własną rękę w działających w mieście zwykłych firmach kurierskich. Fajne CV zrobiłem, dodałem nawet kilka kozackich zdjęć na rowerze dla efektu. Napisałem, że szukam pracy jako kurier rowerowy i tylko taka mnie interesuje. Rozesłałem maila do jakichś trzydziestu firm kurierskich. Odezwała się jedna, pojechałem. Po jednodniowym terminowaniu u jednego z samochodowych kurierów mogłem zaczynać robotę.

Musicie wiedzieć (jeśli nie znacie klimatu), że w rowerowych firmach kurierskich, są pewne rozwiązania, które pozwalają wykonywać pracę szybciej i wydajniej. Zarobki są zależne od nakładu włożonej w pedałowanie pracy. Np. im dalej od centrum jedziesz, tym więcej zarabiasz. No i płacone masz od każdej przesyłki - im więcej zleceń, tym lepiej.

Tutaj są kurierzy samochodowi i piesi i mechanika pracy jest ustawiona pod nich. Piesi kurierzy przemieszczają się metrem i komunikacją miejską. Ja oficjalnie jestem zatrudniony właśnie jako kurier pieszy. Rano biorę z biura przesyłki na jakiś rejon i jadę go obskoczyć. Czasem coś się trafi w drugą stronę – do bazy. Standardowy dzień pracy trwa 10 godzin. Oczywiście wyrabiam się znacznie szybciej, niż reszta kurierów pieszych, potem albo nie mam nic do roboty („jak chcesz, możesz jechać do domu”), albo trafi się jakiś daleki kurs, który mogę wziąć, jeśli chcę. Czasem chcę, bo mam chęć jeszcze pokręcić, a czasem nie chcę, bo już jestem zgoniony i wolę dać spokój. Zdarza się, że pod adres trzeba jechać, powiedzmy 8-10 km, zabrać paczkę i zawieźć ją do biura. Dostaję za taki kurs tyle, co za każdy inny w centrum czy gdziekolwiek. Niewspółmiernie do włożonej pracy. No i mało.
Plusem pracy kuriera jest nie tylko eksploracja miasta ale i nowe znajomości :)
Kurier rowerowy ma sens w centrum miasta, gdzie jest szybszy od kogokolwiek. Nie ma sensu wysyłać go taki kawał drogi po jedną przesyłkę! Myślałem z początku, że mnie kierownik sprawdza, dwa razy wziąłem takie daleksy nie pytając o nic, ale gdy trzecim razem dał mi do odwiezienia paczkę na sam skraj miasta (i nic po drodze do zgarnięcia do bazy), w dodatku przy temperaturze 23 stopnie na minusie (jak na razie - mój rekord), musiałem mu grzecznie odmówić. Nie lubi mnie, czy nie ma wyobraźni? Ustalenia trwają.

Mamy od jakiegoś czasu XXI wiek. Nawet ja już się z tym pogodziłem (choć całkiem niedawno). Dziś, w szanujących się firmach kurierskich, kurier dostaje zlecenia na aplikację w telefonie. Do zlecenia są dołączone namiary nadawcy i odbiorcy (pod wygodnymi przyciskami) i inne drobiazgi ułatwiające kurierowi życie. Nawet mapki są, gdzie potrzebne adresy zaznaczają się automatycznie z proponowaną trasą. Co więcej, dispaczer widzi na mapce w komputerze, gdzie i w jakim kierunku kurier się przemieszcza, co pozwala mu zgrywać zlecenia, aby każdy jeżdżąc jak najmniej zrobił jak najwięcej – przekłada się to oczywiście na lepsze zarobki. Ale takie rzeczy, to nie u nas w firmie. Tutaj dispacz dzwoni i pyta, gdzie jestem. Jeśli coś dla mnie ma, muszę sobie na karteczce zanotować adres, telefon itd. Mało to wszystko wygodne, zwłaszcza biorąc pod uwagę miejscowe uwarunkowania pogodowe. Zdejmowanie rękawic na mrozie, opady atmosferyczne itp.

W całym mieście ktoś maluje takie rowery - zawsze robią mi dzień
I rzecz ostatnia, dla mnie dość ważna. W rowerowych firmach kurierskich zawsze jest fajny klimat. Kurierzy spotykają się w mieście, jest o czym pogadać kiedy chowasz się przed deszczem w ulubionym miejscu, albo wspólnie pojeździć, kiedy nie ma niczego do roboty. Są wyścigi, są opowieści mrożące krew w żyłach, jest „scena”. Są doroczne mistrzostwa, na które najlepsi przedstawiciele kurierskiej profesji zjeżdżają z całego świata, aby wyłonić najlepszego/najlepszą. Człowiek czuje, że jest częścią czegoś fajnego. Tutaj jestem sam.

Przeżyłbym to jakoś, gdyby chociaż pieniądze były sensowne. Nie żądam kokosów i ptasiego mleczka, ale dziś, po siedmiu dniach pracy, nie zarobiłem jeszcze nawet na kurierski plecak, który musiałem sobie kupić do roboty. No i czesto zamiast pracowac siedzę, bo nie ma kursów (dzisiaj zrobiłem 3 - dramat). Krótko mówiąc – nie wróżę sobie tutaj dłuższej „kariery”. Ten wypad poza strefę komfortu czas już chyba kończyć. 

Krzysztof

P.S.
Wspomniałem o mistrzostwach kurierów: jeśli wszystko dobrze pójdzie, Szczecin będzie gospodarzem Europejskich Mistrzostw Kurierów Rowerowych 2018!
Z aktualnościami w tym temacie możecie się zapoznać tutaj.

P.S. II
Typowe marudzenie, jak to na początku bywa. Wkrótce okazało się, że jednak można! :)