Taką martwą naturę widziałbym w jakimś muzeum sztuki współczesnej.Dawniej jedna z najbardziej znanych fabryk w całym rosyjskim imperium. Dzisiaj w połowie zniszczona i porzucona, a w połowie zajęta przez kilkaset mniejszych i większych firm, zakładzików i mniej lub bardziej legalnych interesów. Totalny chaos organizacyjny. Plan dla filmów, gdy potrzeba dostatecznie zniszczonej infrastruktury. „Krasnego Treugolnika” po prostu nie sposób nie pokochać ;)

Olbrzymia czerwona fasada z cegły, w połowie zasłonięta zabezpieczającą siatką, ciągnie się przez kilkaset metrów wzdłuż Obwodnego kanału. Wrażenie robi zwłaszcza masywna, kwadratowa wieża w centralnej części. Projektując to gmaszysko, zwrócono uwagę, żeby wyróżniało się czymś oryginalnym na tle innych industrialnych obiektów swego czasu i to zdecydowanie się udało.

Nad fabryką góruje masywna wieża.
Ochroniarze w obskurnej budce obsługujący szlaban przy głównym wjeździe do kompleksu nie mają chwili odpoczynku. Samochody osobowe, dostawcze, tiry i inne pojazdy przelewają się przez punkt kontrolny w jedną i drugą stronę praktycznie bez przerwy. Rozlewają się po zaułkach znajdując miejsca parkingowe na nielicznych nowych „stajankach”, albo gdzieś w labiryncie, wśród dzikich wysypisk odpadów, obskurnych podwórek, w cieniu dawno wygaszonych kominów.

Patrząc dziś na tę ruinę aż trudno uwierzyć, że cały ten teren to był jeden, wielki, sprawnie działający organizm. Założona tu w 1860 r. fabryka TRARM (od 1908 r. „Trójkąt”), była pierwszą w Rosji fabryką produkującą wyroby gumowe i siłą rzeczy - monopolistą na rynku. Nazwa narzuciła się sama. Po pierwsze - kształt parceli, na której stoją fabryczne zabudowania przypomina z grubsza trójkąt właśnie. Po drugie - trójkąt był również symbolem, którym od zawsze znaczono wyroby fabryki. A biorąc pod uwagę jeszcze główny budulec – w późniejszym czasie bolszewikom też ładnie zgrało się z jedynym „słusznym” kolorem i w piątą rocznicę rewolucji październikowej przedsiębiorstwo oficjalnie nazwano „Czerwonym Trójkątem”.

Reklamy wyrobów fabryki, które znalazłem w muzeum historii Petersburga.
Pierwszym i podstawowym produktem fabryki były... kalosze. Jakżeby inaczej! Jeśli robić fortunę w mieście o takiej rocznej amplitudzie opadów, to tylko zapewniając mieszkańcom komfort w deszczową pogodę. No i trzeba brać pod uwagę, że 150 lat temu, mało które drogi były brukowane a brodzenie po kolanach w błocie nie należy do największych przyjemności bez odpowiedniego obuwia.

Jakość wyrobów fabryki była szeroko znana nie tylko w Rosji – jej produkty zdobywały wiele nagród i wyróżnień na międzynarodowych wystawach. Zakład nosił również zaszczytne miano oficjalnego dostawcy na carski dwór, a swoje towary sygnował oficjalnie orłem Romanowych. To nie byle co! Z kolei w czasie I Wojny Światowej Trójkąt był głównym producentem wyrobów gumowych dla rosyjskiej armii i awiacji.

Wciąż przetwarza się tu wyroby gumowe, choć dziś na minimalną skalę.
Dziś wielki kompleks przyciąga przede wszystkim miłośników miejskiego exploringu, historyków-amatorów, grafficiarzy i różnej maści „nieformałów”, jak w Rosji nazywa się członków młodzieżowych subkultur. Nie sposób upilnować tak wielkiego terenu, do wielu budynków można spokojnie wejść przez dziury w zawalonym murze, wybite okna, czy wyrwy w prozaicznych zabezpieczeniach. W sieci krąży pełno filmów z takich eskapad – zainteresowani klimatem urbexu mogą poszukać na You Tube hasła „Красный треугольник”, jest w czym wybierać.

Czerwony koszmar kuriera

Za każdym razem, gdy na przesyłce widzę adres „nabrzeże Obwodnego kanału 134-136” jestem pewien, że będzie interesująco. I że po przejechaniu przez szlaban pod wielkim, żółtym łukiem, mogę nie opuścić na-wpół zawalonego labiryntu z czerwonej cegły przez kilka albo przez kilkadziesiąt minut. Na terytorium Czerwonego Trójkąta mieści się sporo różnych firm, trudno nawet zgadywać ile. Większych i mniejszych. Takich, które się ogłaszają i takich, które nikomu nie pokazują się na oczy. Takich, które dla uniknięcia podatków zdążyły już kilka razy zmienić nazwę (to w Rosji standard), ale jakoś nie zdążyły pozmieniać swoich tabliczek informacyjnych wiodących dziś na manowce. Niektóre budynki mają numery „korpusów”. Korpus 2, albo korpus 222. Niektóre mają ładne tabliczki ze swoimi numerami, a niektóre mają je namazane obłażącą już farbą wprost na cegłach. Niektóre nie mają wcale.

Tabliczkom nie zawsze należy ufać ;)
Mapy gugla a nawet miejscowego giganta yandex bywają zupełnie bezradne, jeśli przychodzi im ogarnąć ten czerwony chaos. Na pomoc ludzi błąkających się po tym labiryncie nie ma co liczyć. Nie to, że twój ciężki los nikogo nie obchodzi - każdy chce ci pomóc. Tym bardziej, o ile mniej sam się orientuje, więc to z reguły jednak strata czasu.

Na szczęście na przesyłkach zawsze są numery telefonów odbiorców. Jeśli firma jest naprawdę dobrze zakamuflowana - dzwonię po kilka razy i dopytuję. Ludzie raczej są wyrozumiali, nie tracą cierpliwości powtarzając się trzeci raz. Na pierwszym skrzyżowaniu skręcicie w lewo, potem znowu w lewo. Będą dwie arki, wiszą jakieś rury, potem podwórko. W podwórku w lewo i będą drzwi. Po pół godzinie błąkania się po rozwalisku i trzech telefonach w końcu znajduję - w słuchawce odbiorca usłyszał szczekającego psa - mówi, że to dobry kierunek, bo tam pies jest w budzie niedaleko. Groteska. W końcu drzwi i guzik. Ani numeru, ani tabliczki. Na piętrze kilka pokoików, ludzie przy komputerach, żadnych znaków, numerów pokojów, nic. Ktoś bierze przesyłkę, podpisuje. Z głowy! Przynajmniej na dzisiaj.

Drzwi, o których mowa.



Ciekawostki:

- Na początku 1929 r. Trójkąt (już wtedy „Czerwony”) przeszedł na 7-godzinny dzień pracy! Sam Stalin przysłał z tej okazji do zakładu oficjalny telegram: „Szanowni towarzysze robotnicy i robotnice Czerwonego Trójkąta (…) W krajach kapitalistycznych Wasi bracia i siostry pracują po 10-12-14 godzin. Wy, robotnice i robotnicy naszego roboczo-rolniczego państwa, będziecie od teraz pracować po 7 godzin dziennie. Niech wszyscy wiedzą, że robotnicy ZSRR stoją w awangardzie klasy robotniczej całego świata”. I pomyśleć, że mój dzień pracy to dziś 10 godzin.

- Na początku lat 90-ych zeszłego wieku nad Trójkątem zawisła realna groźba pełnego wyburzenia. Była to idea ówczesnego mera miasta Anatolija Sobczaka, który zamiast industrialnego, ledwo już  dyszącego molocha, chciał w tym miejscu zbudować współczesny kwartał mieszkaniowy. Sobczak zasłynął również pomysłem zasypania całego Obwodnego kanału celem poszerzenia drogi. Więcej miejsca dla samochodów – wszak Rosjanie kochają samochody.

Krzysztof




Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

Ciekawostki

2.jpg

Aby zobaczyć miasto z zupełnie innej perspektywy, warto skusić się na wycieczkę po licznych kanałach.

Facebook

Główny Partner