Złote miastoO miejskim folklorze Petersburga pisałem już wielokrotnie. Legendy o tajemniczych wydarzeniach, mistycznych właściwościach różnych miejsc, niezwykłych kulisach najważniejszych wydarzeń w historii miasta. No i wszystkie te zamachy polityczne, pałacowe przewroty, kilka rewolucji, niemiecka blokada... To musi mieć jakieś nadnaturalne wyjaśnienie - korzenni petersburżanie są święcie przekonani, że żyją w miejscu ze wszech miar niezwykłym! Osobną kategorią miejskich legend są opowieści o ukrytych skarbach – przyjrzyjmy się im.

Jak wiadomo - Petersburg założono trzysta lat temu w bagnistej, zalesionej delcie Newy, zamieszkanej przez karelskie plemiona. Pierwsze legendy o ukrytym złocie pochodzą właśnie z przełomu XVII i XVIII w., ale rzecz jasna nie są związane z ubogimi rybakami, a z przebywającymi na tych ziemiach w związku z Wojna Północną szwedzkimi wojskami. Wycofujący się przed rosyjskim naporem Szwedzi, mieli jakoby zakopać w ziemi swoje kosztowności. Było tego ponoć tyle, że ładunek poważnie spowalniałby ewakuację, a poza tym liczyli na szybki powrót na te ziemie. Później, gdy na tych terenach Rosjanie rozpoczęli budowę miasta – kolejnych legend o ukrytych skarbach przybywało i przybywało... Przedstawione poniżej to tylko mała ich część.

Ukryte skarby

Most Bolszoochtynski to mój ulubiony most nad Newą. Pewnie z powodu tych wieżyczek przypominających latarnie morskie. Mało który turysta odwiedzający Petersburg tu trafia, ponieważ most jest dość daleko i w okolicy nie ma wielu atrakcji turystycznych. Za to każdy imigrant starający się o pozwolenie na pobyt w Rosji zobaczy most na pewno - stoi tuż obok Centrum Dokumentów, do którego należy się w tym celu zgłosić. Sam właśnie w ten sposób po raz pierwszy tu trafiłem.

Stalowy most Bolszoochtynski robi wrażenie!Zaraz po otwarciu mostu, po ulicach zaczęła krążyć plotka, że jeden z nitów użytych do budowy został odlany ze szczerego złota i pomalowany dla niepoznaki. Podobno byli też tacy, którzy starali się go znaleźć! Trudne zadanie, biorąc pod uwagę, że jest ich około miliona.

To nie jedyna historia o złocie użytym do budowy znanych, petersburskich budowli. Podobno przy budowie gmachu giełdy na Striełce Wasiliewskiej Wyspy, w czterech rogach budowanego fundamentu zamurowano cztery sztaby złota odlane specjalnie na tę okoliczność przez petersburskich kupców dla ”magicznej ochrony” swoich interesów.

Gmach dawnej giełdy
Katarzyna II i jej faworyciJeśli wierzyć miejscowym legendom, jeszcze większy skarb spoczywa pod fundamentem pomnika carycy Katarzyny II, który stanął przy Newskim prospekcie w setną rocznicę jej wstąpienia na tron. Swoją drogą to naprawdę ciekawy pomnik – jego cokół otaczają wszyscy najważniejsi stronnicy, faworyci i kochankowie tej wielkiej carycy. O pomniku i jego symbolice krąży mnóstwo legend, ale o tym innym razem - teraz interesuje nas złoto!

Podobno podczas podniosłej uroczystości wmurowanie kamienia węgielnego pod przyszły pomnik, jedna z uczestniczących w wydarzeniu dam dworu owładnięta wielkim uczuciem, zdjęła z palca swój złoty pierścień i wrzuciła go do wykopu. Gest był tak wymowny, że po chwili za jej przykładem poszły inne damy, a potem wszyscy biorący udział w uroczystości. A było ich niemało – arystokraci, członkowie carskiej rodziny, hierarchowie Cerkwi... Podobno w czasach socjalistycznych, władze miały poważne plany wydobycia tych skarbów, ale zawsze coś stawało na drodze tych zamiarów. A to zmiana we władzach, a to priorytety...

A skoro już jesteśmy przy czasach socjalistycznych – od czasu bolszewickiego przewrotu w miejskim folklorze pojawiło się mnóstwo zupełnie nowych legend o ukrytych skarbach. Przez dwieście lat Petersburg był stolicą Imperium Rosyjskiego, w którym aż kipiało od bogactwa carskiego dworu, pysznych rezydencji i dacz arystokracji i połączonych z nimi przez małżeństwa najbogatszych rodów. Wielu z tych ludzi w wielkim pośpiechu opuszczało swoje majątki i uciekało za granicę z nadzieją na szybki powrót, gdy - jak wierzyli – rewolucja zostanie ugaszona i sytuacja obróci się znów na ich korzyść. Opuszczając swoje włości, musieli szybko ukrywać posiadane skarby - zakopywali je, zamurowywali w tajnych skrytkach...

Złota sala w Pałacu Zimowym
Nic dziwnego, że ten niespokojny okres w dziejach miasta zrodził kolejne legendy. I nie powstawały one na pustym miejscu - bolszewikom nieraz faktycznie udawało się odnajdywać schowane w rezydencjach i cerkwiach kosztowności. A o ilu akcjach czekistów zakończonych „znacjonalizowaniem” odnalezionych kosztowności nigdy nie informowano opinii publicznej, a trafiały one do prywatnych rąk? Rodzi to kolejne, niezwykle szerokie pole do domysłów.

O poszukiwaniach wyjątkowego, zaginionego rubinu hrabiego Bezborodko, czytaj w artykule "Śladami petersburskich masonów".

Złoto braci Jelisiejewych – jednych z najbogatszych petersburskich kupców - miało jakoby przed ich emigracją zostać przetopione na gigantyczny żyrandol, który następnie został chytrze pomalowany i powieszony w samym centrum ich domu towarowego (wiadomo nie od dziś, że „najciemniej pod latarnią”). Podobnie było i z domem Jelisiejewych, w którym po rewolucji zorganizowano Dom Sztuk. Po suto zakrapianych rautach nieraz widziano, jak odwiedzający Dom literaci, reżyserzy i malarze porzucali swoje szacowne pozy i rzucali się do obstukiwania ścian budynku. Znana jest historia rodziny Faberge – jubilerów od sławnych jajek, którzy mieli schować swoje skarby na podmiejskiej daczy, a część w sejfach szwajcarskiej (inne wersje mówią o norweskiej) ambasady.

Dom handlowy braci Jelisiejewych na Newskim prospekcie
Czego nie rozszabrowali i nie „znacjonalizowali” bolszewicy – rozkradli naziści podczas blokady Leningradu. Wprawdzie nigdy nie udało im się wejść do samego miasta, ale oblegali przedmieścia, w tym Peterhof i Puszkin (wcześniej Carskie Sioło), gdzie w Ekaterińskim Pałacu odnaleźli sławną Bursztynową Komnatę. Wprawdzie dziś nikt wierzy, żeby ten skarb znajdował się jeszcze w Petersburgu, ale byłoby niestosownie nie wspomnieć o jej tajemniczym zniknięciu, które do dziś rozpala wyobraźnie poszukiwaczy skarbów. Wiadomo na pewno, że bursztynowe wnętrza Komnaty zostały w czasie wojny zdemontowane i wywiezione przez hitlerowców do Królewca. Tam wyeksponowano ten "ósmy cud świata" w królewieckim zamku. Potem zaczyna się radziecka kontrofensywa, a co do losów Burszynowej Komnaty - domysły i spekulacje. Być może została z Królewca ewakuowana i ukryta z osobistej inicjatywy samego Ericha Kocha - gauleitera Prus Wschodnich? Być może spłonęła w wyniku alianckich nalotów dywanowych na miasto? Sprawa jest bardzo skomplikowana – tropy się urywają a świadkowie podają przeczące sobie informacje. Nawet dziś wypływają kolejne rewelacje na temat domniemanego miejsca ukrycia bursztynowego skarbu, ale póki co to wszystko albo błędne tropy albo próby zdobycia medialnego rozgłosu.

Tak czy inaczej – Rosjanie nie zamierzali czekać, aż zguba się znajdzie i w 1986 r. rozpoczęli rekonstrukcję. Dziś w podpetersburskim Puszkinie, w Ekaterinskim Pałacu można podziwiać odtworzoną, dokładną kopię Bursztynowej Komnaty. Ciekawe, co będzie, jeśli odnajdzie się oryginał ;)

Krzysztof




Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

Ciekawostki

1.jpg

Ten maultki ptaszek to "Cziżyk-Pyżik" - bohater popularnej petersburskiej rymowanki. Pomnik ginął tyle razy, że trudno powiedzieć, która z kolejnych kopii stoi teraz na postumencie.

Facebook

Główny Partner