Życie komunałki skupia się w kuchniWiesz, gdzie jesteś? Jesteś w rosyjskim imperium! – prawie krzyknął starszy pan zza masywnego biurka. Staromodny garnitur i cały jego gabinet miał sprawiać wrażenie powagi stanowiska. Ozdoby na biurku, flagi, nawet Putin na ścianie zdawał się podkreślać wagę jego słów. Był szefem ochrony, a ja "wzbudzałem podejrzenia" na korytarzach jego dziedziny szukając jednego biura. "Powinniście patrzeć mniej w telewizor, a więcej w ciemne okna kamienic" – tak powinienem mu odpowiedzieć, ale najlepsze riposty przychodzą zawsze o parę chwil za późno, w tym momencie było mnie stać tylko na ironiczny uśmiech...

A na okna kamienic zwrócił mi kiedyś uwagę jeden z turystów, którego oprowadzałem po mieście. Pytał, czy te wszystkie domy są zamieszkane, bo w oknach ciemno i obskurnie. Wtedy nie za bardzo wiedziałem, co mu odpowiedzieć, bo mieszkałem w blokowisku na północy miasta, w zupełnie innych warunkach, a o komunalnych mieszkaniach wiedziałem tylko z teorii. Kiedy pracowałem jako kurier rowerowy zacząłem bywać w komunałkach służbowo. A dziś sam mieszkam w jednej.

O tym, czym jest komunalne mieszkanie, było już we wpisie „Komunalny byt Petersburga”. Dzisiaj chciałbym krótko opowiedzieć Wam o swojej komunałce.

Dom, w którym mieszkam wzniesiono pod koniec XIX wieku. To typowy przykład czynszowej kamienicy, którymi zapełnione jest centrum Petersburga. Kamienica stoi przy jednej z największych centralnych arterii, więc lokalizacja, z mojego punktu widzenia - idealna.
O domach zbudowanych w tym okresie należy wiedzieć, że ich rozplanowanie odzwierciedla stosunki społeczne panujące w czasie, kiedy powstawały. Jest więc „paradna” klatka schodowa dla „państwa” oraz arka prowadząca na podwórko. Stamtąd do mieszkań prowadzą tzw. „czarne” klatki schodowe, pozwalające służbie przedostawać się niezauważenie do kuchni i pralni, aby nie niepokoić państwa i nie psuć wrażenia w paradnej części domu.

Esenin patrzy na wszystko z góry. U nas wisi Dostojewski, ale patrzy w ścianę ;)
My wejdziemy przez reprezentacyjną „paradną” (moskwicze powiedzą „podjazd”). Klatka schodowa jest bardzo obszerna. Sto lat temu musiała robić wrażenie – ozdobne gzymsy, mozaiki na podłodze, kute barierki... Teraz określenie „paradna” nie bardzo pasuje. Ledwie oświetla ją jedna żarówka zwisająca na kablu a smród moczu i stęchlizny chyba wrósł już w strukturę ścian. Każdy z kamiennych schodów jest powyszczerbiany, fragmentów barierek brakuje. Wygląda na to, że remontu nie było tu od lat. Oprócz tego, na klatce regularnie śpią bezdomni (znają skądś kody do domofonu), co jeszcze potęguje wrażenie - w takiej scenerii łatwo przychodzą skojarzenia z blokadą Leningradu. Kto wie, ile trupów walało się na tych samych schodach. Ile ludzkich wydzielin wsiąkło w te ściany i posadzki. To nawet intrygujące: jakby miasto i zamieszkujący je ludzie dosłownie przenikali się nawzajem. Życie i śmierć wsiąka w materię - dom, nawet całe miasto, jakby stawało się żywym organizmem. Taka dygresja.

Po dotarciu na piętro otwieramy stare, masywne drzwi prowadzące na korytarz jednej z komunałek. Za nimi zaczyna się przestrzeń oswojona. Nie niczyja, jak na klatce schodowej, ale nasza, wspólna - o którą na zmianę, według grafiku, dbają wszyscy mieszkańcy komunalnego mieszkania. Po czystym, świeżym linoleum idziemy przez korytarz, po którego dwóch stronach stoją szafy pozamykane na kłódki. Na ścianach dzika plątanina kabli, rur, liczników, przewodów. Z korytarza można wejść do poszczególnych pokojów, zajmowanych w tym momencie przez 7 osób łącznie ze mną (ilość mieszkańców cechuje się znaczną dynamiką). W niektórych pokojach mieszkają pary, w niektórych pojedynczy ludzie, niektóre pokoje są puste. Na końcu korytarza jest ubikacja i toaleta. Ściany, kafelki i posadzki nie są w najlepszym stanie wizualnym, ale wszystko działa bez zarzutów. Na muszli klozetowej nie ma deski. Na ścianach wisi ich kilka sztuk – każdy ma swoją. 

Dyskretny urok burżuazyjnego życia - bywają i takie takie komunałki!
Wrócimy na chwilę do drzwi wejściowych i odbijemy w lewo - w kolejny długi, zagięty korytarz. Tutaj znowu kilka pokojów mieszkalnych, jednak tym razem na końcu korytarza jest duża kuchnia. W kuchni: pięć pralek, trzy kuchenki, dwa zlewy. Jeden z zimną wodą, drugi z elektryczną grzałką, ale mogą z niego korzystać tylko ci mieszkańcy, którzy zrzucili się na urządzenie. Z sufitu pokrytego złuszczoną farbą zwisa żarówka na kablu. W kuchni są też drzwi zamykane od wewnątrz, które prowadzą na wspomnianą wcześniej „czarną” klatkę schodową dla służby. Tak samo, jak służbie sto lat temu, tak i dzisiejszym mieszkańcom komunałek to miejsce służy tradycyjnie za palarnię. Kuchnia pomyślana jest na jednoczesne użytkowanie jej przez kilka osób - wieczorami jednak nikogo tam nie ma. Czajniki elektryczne i kuchenki mikrofalowe pozwalają ograniczyć potrzebę opuszczania pokojów, co jest z jednej strony wygodne, ale z drugiej jednak upośledza życie społeczne komunalnych najemców. Spotkania w kuchni stały się w dzisiejszej rzeczywistości rzadkością, dawniej były normą.

Drzwi do mojego pokoju, to kolejna symboliczna granica - tym razem oddzielająca przestrzeń wspólną, od przestrzeni „własnej”. Pokój ma jakieś 10 metrów kwadratowych – bez szału. Wyposażenie stanowi lodówka, stolik kuchenny, komoda i szafa, dwa krzesła i kanapa z pseudoskórzanym obiciem. Na podłodze jest parkiet, na ścianach któraś z kolei warstwa tapety (odchodzi przy suficie, więc można policzyć kolejne „warstwy kulturowe”). Duże, dość obskurne okno, wychodzi na ścianę, trochę jak w studni. Można się wychylić, żeby zobaczyć ciemne podwórko i kawałek nieba poprzecinany pajęczyną przewodów. Okno nosi ślady prób uszczelniania za pomocą waty podklejonej taśmą malarską. Prób, przy stanie technicznym okna, skazanych z góry na niepowodzenie. W podwórku widać więcej okien, w niektórych pali się światło, ale większość pozostaje ciemnych. Niektóre zasłaniają koce i inna materia. I właśnie w te okna powinien, moim skromnym zdaniem, popatrzeć pan szef ochrony, zanim zacznie swoje wynurzenia o „imperium”.

Krzysztof
13.12.2019

P.S.
Zdjęcia pochodzą z „Atmosfery Komunałek Petersburga” - super strony poświęconej tematowi na vkontakte (takim rosyjskim odpowiedniku Facebooka). Po więcej zapraszam na https://vk.com/estkomspb
Swojej komunałki nie pokażę - przynajmniej dopóki nie sprawię sobie porządnego aparatu.
 
 


Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

Ciekawostki

6.jpg

Facebook

Główny Partner

lena tour