Nad Obwodnym kanałem jest raczej ponuro...Dawniej, kanał Obwodny wyznaczał południową granicę miasta. Dzisiaj również nie są to reprezentacyjne okolice – stare domy, opuszczonych budynki, tereny industrialne. Jednak to nie tylko z uwagi na nieciekawe widoki, nad kanałem wisi dziwna atmosfera. Jeśli wierzyć miejscowym legendom, było to „złe miejsce”, o czym ostrzegali przybywających tu w XVIII w. Rosjan mieszkający w delcie Newy Karelowie.

Rosjanie pracowali tu jednak już od drugiej połowy XVIII w. Wykopali cały kanał i nic szczególnego się nie działo. W końcu narobili jednak zamieszania w 1923 r., kiedy kopali nad kanałem rowy pod rury ciepłownicze. Podczas prac ziemnych, robotnicy dokonali dziwnego znaleziska. Kilka kamiennych płyt pokrytych niezrozumiałymi symbolami skrywało komorę grobową i ludzkie kości. Sprowadzony na miejsce archeolog nazwiskiem Gwozdinskij orzekł, że to jakiś niezwykły pochówek, bardzo interesujący z naukowego punktu widzenia i należy przeprowadzić drobiazgowe badania. Kierownictwo budowy nie podzieliło entuzjazmu uczonego. W gazetach wręcz zaczęto obwiniać go o próbę sabotowania budowy i „hamowanie rozwoju” (poważna sprawa przy bolszewikach). Gwozdinskiemu dobitnie polecono „dać sobie spokój”, płyty rozbito na materiał budulcowy, kości najpewniej trafiły gdzieś na wysypisko i budowa poszła dalej.

Kanał na przełomie XIX i XX w.


Seria samobójstw

Jeszcze tego samego roku w pobliżu feralnego miejsca na Obwodnym kanale, na odcinku między Borowym mostem a rzeką Wołkowką, rozpoczęła się niewiarygodna, czarna seria samobójstw. Do jesieni w tym miejscu utopiło się prawie 90 osób. Zupełnie, jakby jakaś siła ciągnęła tu samobójców z całego miasta. Władze poważnie potraktowały problem i ustanowiono dodatkowe patrole milicji w tym rejonie.

Jednego z niedoszłych samobójców udało się uratować – spadł z mostu w miejscu, gdzie woda była płytka. Wyciągnięty z kanału i dostarczony prosto do zakładu psychiatrii okazał się wysoko postawionym członkiem SDPRR. Zresztą jak się okazało – całkiem zdrowym na umyśle. Badał go znany w Petersburgu psychiatra Piotr Jefimson, który po tym, co usłyszał od niedoszłego topielca, na własną rękę zaczął zgłębiać tę sprawę przez kolejne lata. Bolszewik wyznał mu bowiem, że zatrzymał się w tym miejscu tylko na chwilę, żeby zapalić papierosa, gdy nagle coś „kazało mu” przejść przez barierkę mostu i skoczyć do wody.

W 1924 r. czarna seria zakończyła się. Żeby powrócić z jeszcze większą mocą w 1933, kiedy to w okolicy rozkopanego grobowca do kanału rzuciło się ponad 100 osób. I tak od feralnego 1923 r. ta sama historia powtarza się co dziesięć lat. W 1943 w czasie blokady miasta nikt nie zadawał sobie oczywiście trudu, aby przyglądać się niechlubnej statystyce – wszyscy starali się przeżyć. Rekordowym rokiem był 1993 r., kiedy w wody Obwodnego kanału rzuciło się... ponad 300 osób. To przecież prawie jedna osoba na każdy dzień roku!

Odcinek Obwodnego kanału pomiędzy Borowym mostem a rzeką Wołkowką:

 


Ciekawe, że statystyki dotycząca zjawiska z lat 2003 i 2013 zostały podobno utajnione. Jeszcze ciekawsze, że pod koniec 2012 r. na miejscu przyciągającym samobójców, dostęp do kanału został szczelnie zasłonięty ogrodzeniem, pod pozorem prowadzenia bliżej nieokreślonych prac remontowych (które nie wymagały zabezpieczenia tak rozległego terenu), zaś kiedy „niebezpieczny” 2013 rok minął – ogrodzenie rozebrano.

Archeolog Gwozdinskij nie do końca porzucił sprawę tajemniczego pochówku, jak mu życzliwie poradzono, a psychiatra Jefimson wciąż badał kolejnych „skoczków”, których udało się wyratować z wody. Prowadził również badania nad źródłami historycznymi, które mogłyby rzucić jakieś światło na tajemnicze wydarzenia. Gwozdinskiemu i Jefimsonowi udało się spotkać na krótko przed wojną i wymienić uwagami. Psychiatra kontynuował swoje poszukiwania. Zmarł w 1974 r., zdążył jeszcze obserwować kolejną serię „samobójstw”, która miała miejsce rok wcześniej. Według innej wersji Jefimson zmarł w 1943. Miał zgubić swoją kartkę na przydział chleba – w czasie blokady Leningradu był to wyrok śmierci.

Stary Borowy most
Przeklęta ziemia

Rezultaty archiwistycznych poszukiwań Piotra Jefimsona są dziś znane. Według jego ustaleń, przyczyn dziwnych serii samobójstw należy szukać kilkaset lat wcześniej, kiedy na tej ziemi Szwedzi pod wodzą Torgilsa Knutssona budowali swoją twierdzę Landskrona. O wydarzeniach towarzyszącym szwedzkiej eskapadzie nad Newę mówi jedna z najstarszych szwedzkich kronik - Kronika Eryka (Erikskronikan) z XIV w.

W 1303 r. Knutsson rozpoczął krucjatę przeciwko zamieszkującym te ziemie Karelom, którzy nie chcieli przyjąć wiary chrześcijańskiej. U ujścia rzeki Wołkowki Szwedzi natknęli się na pogańskie miejsce kultu, na którym karelscy kapłani składali ludzi w ofierze swoim bóstwom. Widząc co się dzieje, Szwedzi wpadli w szał i rozpoczęli rzeź, podczas której jeden z kapłanów rzucił na nich i na okoliczne ziemie potężną klątwę. Zginął chwile potem, a jego ciało wrzucono do jamy w ziemi i zakopano.

Od tej pory Szwedzi nie mieli chwili spokoju. Garnizon zaczęły prześladować choroby, dziwne zniknięcia i niewytłumaczalne zgony. Szwedzi potraktowali sprawę na tyle poważnie, że w końcu kilka lat później odszukali innego „dzikiego” czarodzieja i nakłonili go do zdjęcia klątwy. Rytuał wiązał się ze złożeniem w ofierze pięciu karelskich dziewcząt złapanych w okolicy, ale Szwedzi byli ponoć tak wymęczeni klątwą , że choć niechętnie, ale jednak przystali na ten warunek. Ciała ofiar umieszczono w jamie z zabitym przez Szwedów karelskim kapłanem i przykryto granitową płytą z wyrytymi przez maga znakami. Przekleństwo było na tyle silne, że cofnięcie go okazało się niemożliwym – można było je najwyżej „zapieczętować”, co też uczyniono. Kilka wieków później oczywiście nikt nie mógł o tym wiedzieć – w 1923 r. robotnicy odnaleźli dziwną mogiłę, naruszyli kilkusetletnią pieczęć i uwolnili drzemiącą w niej klątwę...

Pod tym niewielkim mostkiem rzeka Wołkowka uchodzi do kanału.

Ile w tym wszystkim prawdy – trudno dziś powiedzieć. Jak w podobnych historiach zwykle bywa, ma ona kilka przeczących sobie wersji. Realne postacie i wydarzenia mieszają się tu z fantastycznymi a dodatkowe wątki opowieści pojawiają się za każdym razem, gdy ktoś ją po raz kolejny opisuje. No i im bardziej jakieś fakty psują całą koncepcję – tym gorzej dla faktów, które są z rozmysłem pomijane, aby nie psuć zabawy ;)

Krzysztof

Przekleństwo Obwodnego kanału to jedna z całej wielkiej gamy miejskich legend Północnej Stolicy. Zainteresowanych tą tematyką zapraszam szczególnie do lektury tych kilku archiwalnych wpisów:

Zagadka petersburskich sfinksów
Rotunda – Szatan, Rasputin i Coy
Śladami petersburskich masonów
Kunstkamera – osobliwości i etnografia
Pałac Jusupowych – tutaj zginął Rasputin
Spas – krew i mozaiki




Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

Ciekawostki

1.jpg

Ten maultki ptaszek to "Cziżyk-Pyżik" - bohater popularnej petersburskiej rymowanki. Pomnik ginął tyle razy, że trudno powiedzieć, która z kolejnych kopii stoi teraz na postumencie.

Facebook

Główny Partner