W pracowni JurijaPoznałem Jurija Osinina w lutym zeszłego roku, kiedy dopiero zaczynałem pracę na kurierce. To jeden z takich ludzi, których się nie zapomina - od progu proponuje kawę, chce karmić zupą... Bardzo po rosyjsku! Oczywiście wtedy nie mogłem jeszcze wiedzieć, że nie licząc zleceń klientów jego ceramicznej manufaktury, Jura jest zaangażowany w jeszcze jeden, długafalowy projekt. A właśnie zaczęły o tym krzyczeć wszystkie petersburskie media!

To jeden z tych typowych przykładów rosyjskiego brania sprawy we własne ręce na przekór urzędniczej „spychologii”. Krótko mówiąc: Jurij (będąc człowiekiem o wielkiej wrażliwości artystycznej) zwrócił uwagę na tabliczki z nazwami wiszące na petersburskich mostach. Tabliczki, delikatnie mówiąc, nie porażają ani urodą, ani precyzją wykonania, ani trwałością materiału. Zgłaszał problem odpowiednim służbom miejskim, ale odbił się od ściany urzędniczej obojętności. Wtedy zakasał rękawy i zaczął robić w swojej pracowni własne tabliczki – trwałe, ceramiczne i zgodne z przedrewolucyjnym wzorem. Kilkanaście mostów już „poprawił”. A ostatnio jego partyzancką działalnością zainteresował się sam „Mostotrest”...

Pojechałem do pracowni Jurija porozmawiać z nim na ten temat.

K: Krzysiek
J: Jurij

K: Na początek kilka słów o Tobie: jak się nazywasz, czym się zajmujesz, gdzie się znajdujemy?
J: Znajdujemy się w naszej ceramicznej pracowni, ja nazywam się Jurij Osinin, zajmuję się ceramiką użytkową, przede wszystkim architektoniczną, to główny profil mojej działalności. Ceramiczne wykończenia wnętrz, cerkwi, domów.. Wykonujemy wszystko, co zamówią nasi klienci.

K: To Twoja podstawowa działalność. Ale, jak wiemy, ostatnio niezwykle zainteresowały opinię publiczną Twoje tabliczki na mostach. Jak to wszystko się zaczęło, skąd pomysł?
J: Cała historia zaczęła się bardzo dawno, kiedy przyjechałem do Petersburga na studia w „Musze” (Wyższa Szkoła Sztuki Użytkowej nosiła w latach 1953-94 imię Wiery Muchinej, nazywana "Muchą" – przyp. K.). To było w 1998 r. Już wtedy zwróciłem uwagę na te tabliczki na mostach, jakoś tak zapadły mi w duszę. Nigdzie indziej czegoś takiego nie ma.

Tabliczka Jurija na Fontance
K: Nigdzie?

J: Takiej koncepcji jednolitego oznaczenia nazw mostów w całym mieście na specjalnie do tego przygotowanych ozdobnych słupkach nie ma nigdzie. Sprawdziłem. Jest coś podobnego w Hamburgu, ale tam jest bardziej różnorodnie - są osobne tabliczki, są nazwy wkomponowane w barierki mostów... Petersburg to jedyne miasto, gdzie te nazwy są jednolicie wyeksponowane w ten sposób.

K: Ile jest mostów w Petersburgu?
J: Jeśli brać pod uwagę Piter i przyległości, nazbiera się ok. 800 mostów. Jeśli samo miasto - pewnie ponad 300, dokładnie nie pamiętam.

K: Mosty w Petersburgu to poważna sprawa. Nie licząc funkcji użytkowej i komunikacyjnej to zabytki i ozdoby miasta. Zobaczyłeś te tabliczki i stwierdziłeś, że powinny wyglądać inaczej?
J: Już dawno temu znalazłem fotografię z 1900-ego roku, autorstwa sławnego Karla Bully. Zrobił zdjęcie Piewczewskiego mostu, to koło Ermitażu. I już na tym zdjęciu widać, że na moście stoi taki kuty słupek a na nim tabliczka. Dokładnych detali nie zobaczysz, jakość nie pozwala, ale widać zamysł. Jest też zdjęcie Ermitażnego mostku, który jest oznaczony w taki sam sposób, identycznym słupkiem i tabliczką. To zdjęcie pochodzi z okresu 1909-1930 r. Na tej podstawie możemy stwierdzić, że to pomysł jeszcze przedrewolucyjny. Ta koncepcja rozprzestrzeniła się potem na całe miasto, ale to było już w czasach radzieckich. Ukaz o nazwach ulic, mostów, numeracji domów wydał w 1885 r. generał gubernator Mikołaj Klejgels. Zgodnie z tym ukazem, wszystkie mosty zostały oznaczone drewnianymi słupkami z tabliczkami, a takie żelazne, ozdobne słupki, umieszczono, jeżeli się nie mylę, tylko w okolicy Pałacu Zimowego. Wydaje mi się, że te wszystkie drewniane słupki nie przetrwały wojny - w czasie blokady wszystko było przecież rąbane na opał. Po wojnie postanowiono wrócić do tradycji i oznaczyć w ten sposób wszystkie mosty w mieście. Każdy most to jakby taki eksponat w muzeum „Sankt-Petersburg”.

K: Czyli po wojnie pojawiły się wszędzie nowe, metalowe tabliczki na mostach. Kiedy po latach one się zestarzały, pordzewiały, poginęły, pojawiły się te nowe, które możemy zobaczyć dzisiaj. Zrobione, no właśnie, sam nie wiem nawet z czego - co to jest?
J: To po prostu ocynkowana blacha. Przy czym nie wprowadzono jednego standardu. Gdzieś była tabliczka, gdzieś po prostu kawałek blachy, gdzieś taki jakby kawałek „sajdingu”... Zajmowała się tym firma, który wykonuje znaki drogowe, chociaż nazwy mostów ze znakami drogowymi nie mają żadnego związku. Są standardy odnoszące się do znaków drogowych - powinny mieć określone rozmiary, kolory, być wykonane z określonych materiałów, ale te zasady nie odnoszą się w żaden sposób do tabliczek z nazwami mostów. To nie wyszło. Same nazwy wyglądają często tak, jakby tym zajmowali się przypadkowi ludzie, którzy w Wordzie wpisują sobie te literki i jak wyjdzie, tak wyjdzie. No i nie ma jednego standardu.

Tutaj ręka Jury jeszcze nie dosięgnęła
K: No i tu na scenie pojawiasz się Ty.

J: Dokładnie pojawiłem się latem w 2015 r. Zamienili na nową tabliczkę na moście najbliższym naszej ówczesnej pracowni, to był Tarakanowski most na Obwodnym kanale.

K: Czyli podeszli Ci pod drzwi, a Ty stwierdziłeś, że czara się przelała?
J: Coś takiego! Wtedy powiedziałem - no dobra, robimy nową, ładną tabliczkę. Najpierw zebrałem na zdjęciach spory zbiór starych tabliczek, które jeszcze zostały w mieście, na podstawie tego materiału razem z dizajnerem stworzyliśmy czcionkę zgodnie z dawnymi standardami. Próbowaliśmy różnych wariantów, eksperymentowaliśmy z kolorami liter, samych tablic i w końcu doszliśmy do wniosku, że nie będziemy kombinować – pierwotna wersja jest najładniejsza!

K: Ile tabliczek już wisi?
J: Teraz wiszą na czternastu mostach, łącznie 25 tabliczek. Na niektórych mostach po prostu nie zachowały się oba stojaki, albo nigdy nie było ich w projekcie.

K: Zdarzały się sytuacje, kiedy ludzie Cię chwalili, albo rugali, kiedy zamieniałeś tabliczki na swoje? Były jakieś komentarze?
J: Ludziom jest wszystko jedno. Były literki, są literki - różnicy im to wielkiej nie robi.

K: A Tobie, jak już zdążyłem się zorientować - robi.
J: Tak, bo ogólny obraz, odbiór miasta, zależy właśnie od takich małych detali. Nie ze stadionów, nie z magistral za sekstylion miliardów, ale właśnie z takich detali bliższych człowiekowi, na jego poziomie. Na przykład śmietniki, ławki, uliczne lampy, czy właśnie tabliczki.

Nowa tabliczka "opieka się" w piecu
K: Proceder trwa już trzy lata. Jak to się stało, że akurat teraz nagle wszyscy (łącznie ze mną) rzucili się ten temat?
J: Sprawą zainteresował się znany dizajner Artiemij Lebiediew. Kiedy on zwrócił na to uwagę i opublikował u siebie w mediach społecznościowych post o tym, że w Petersburgu dzieją się takie rzeczy, wtedy ruszyła lawina! Kilka lat temu Lebiediew robił w Petersburgu jeden projekt, wtedy się poznaliśmy, podjechał do naszej starej pracowni na Obwodnym kanale, koło tego Tarakanowskiego mostu, chociaż wtedy jeszcze oczywiście nie było mowy o żadnych planach co do tych tabliczek. On o tym napisał i nagle wszyscy krzyknęli: „Super, brawo, jak ładnie”. Społeczny pogląd na jakiś temat często zależy od poglądu jakiejś znanej osoby. Jeśli człowiek jest znany i kompetentny w jakiejś dziedzinie i on twierdzi, że coś jest dobre, albo nie, wtedy inni zaczynają ten pogląd powtarzać. Oczekiwać, że przechodnie zaczną dostrzegać to, co robię – tego nigdy nie brałem pod uwagę. Statystycznemu mieszkańcowi miasta jest wszystko jedno. On ma swoje problemy, gdzieś tam biegnie do pracy, zostawcie mnie w spokoju, ja tylko przechodziłem. Potem, przy okazji kręcenia materiałów, media zaczęły zasięgać opinii ekspertów, dizajnerów, historyków sztuki i oni jednogłośnie stwierdzili: „To jest OK”.

K: Wieści dotarły też do Mostotrestu, któremu wszedłeś z butami w dziedzinę. Zaprosili Cię na pogawędkę, co z tego wynikło?
J: Pojawiły się... pewne propozycje zrobienia czegoś razem, ale nie będę na razie o tym mówił. Zobaczymy, co z tego wyniknie.

K: W takim razie nie ciągnę za język - cieszę się, że wróciłeś z tej rozmowy na własnych nogach! ;) Mam nadzieję, że wkrótce będziemy mogli poznać więcej szczegółów. Dziękuję za wywiad!

Jestem przekonany, że po całym tym medialnym zamieszaniu wszyscy zaczną zwracać uwagę na te tabliczki - i dobrze! Moją percepcję już opanowały!

A tak na marginesie: Jurij został nominowany jako kandydat do nagrody „50 znamienitych ludzi Petersburga”, przyznawanej przez lajf-stajlowy magazyn Sobaka. I zwyciężył w kategorii „Wybór miasta”! Mołodec, Jura! ;)

Krzysztof
25.06.2018 

Prace manufaktury Jurija Osinina możecie obejrzeć tutaj:
- Facebook
- Instagram
- Livejournal




Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

Ciekawostki

1.jpg

Ten maultki ptaszek to "Cziżyk-Pyżik" - bohater popularnej petersburskiej rymowanki. Pomnik ginął tyle razy, że trudno powiedzieć, która z kolejnych kopii stoi teraz na postumencie.

Facebook

Główny Partner